Czesława Romana Puzon ps. Baśka
 

 

Urodziła się jako najmłodsza z rodzeństwa 27  marca 1919 roku. Miała dwie starsze siostry i matkę.

Ojciec  - Marian, który był naczelnikiem Wydziału Skarbowego w Jarosławiu zmarł w październiku 1918 roku.

Córka znała go tylko z opowiadań i fotografii,bowiem urodziła się pięć miesięcy po jego śmierci.

Od dziecka była oczkiem w głowie całej rodziny.  Zawsze roześmiana i skora do żartów.

Była jednak bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę - jako dziecko idąc do szkoły oddawała

swoje śniadanie żebrakowi,który siedział przed kościołem Reformatów.
     

Naukę rozpoczęła  w Szkole Powszechnej im. św. Kingi. W szkole była zawsze tam, gdzie coś się działo.

Miała dużo koleżanek , brała udział w każdej uroczystości szkolnej,z życzliwością traktując wszystkich,

którzy ją otaczali.Rzadko się obrażała -zawsze starała się wytłumaczyć czyjeś nieuprzejme zachowanie.

Była pilną uczennicą, chwaloną przez nauczycieli.

 

Już w 1929 roku mając 10 lat wstąpiła do harcerstwa. W drużynie też znalazła oddanych przyjaciół.

Zawsze chętna do pomocy - nigdy nie odmawiała, gdy ktoś o nią poprosił. 

Przyjaciele nazwali ją Baśka i to imię zamiast jej prawdziwego przylgnęło do niej na zawsze.

Nawet domownicy nazywali Ją po prostu Baśka. 

 

Po ukończeniu szkoły podstawowej została uczennicą Żeńskiego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Jarosławiu.

W tej szkole również już od początku była główną inicjatorką wszystkich działań i imprez szkolnych.

Jak wspominają Jej przyjaciele : Stała się osią, dookoła , której kręciło się życie klasy.

Młodsze koleżanki przepadały za nią. Potrafiła wprowadzić radosny i swobodny

nastrój gdziekolwiek się znalazła.

 

Po ukończeniu Gimnazjum rozpoczęła naukę w Szkole Administracyjno - Handlowej, i nawet po rozpoczęciu 1 października 1938 roku studiów  na Wydziale Prawa Uniwersytetu  im. Jana Kazimierza we Lwowie nie zrezygnowała z tej szkoły, kończąc ją z wynikiem bardo dobrym. Po wybuchu wojny kontynuowała studia, do momentu kiedy uczelnia zawiesiła zajęcia.

24 listopada 1939 roku roku zdała jeszcze jeden  egzamin i wyjechała za Lwów, do ciotki do Żurawna.Nie została tam jednak długo. Tęsknota ciągnęła Ją do rodzinnego miasta. 28 maja 1940 roku przekroczyła granicę niemiecko – radziecką , kierując się do Jarosławia. Po powrocie do domu szukała pracy , bo w domu panowała wojenna bieda. Chcąc pomóc matce podejmowała się każdej pracy : jako krawcowa czy manikiurzystka u damskiego fryzjera Władysława Dońca.

 

Już wtedy zaangażowała się  w działalność konspiracyjną. Jako harcerka nie mogła stać z boku, gdy Jej ojczyzna była pod okupacją. Wstąpiła do Armii Krajowej. Chciała pomagać innym przeżyć trudny czas okupacji. Jej zaangażowanie, bardzo dobra znajomość języka niemieckiego oraz łatwość nawiązywania kontaktów sprawiły, że  październiku 1941 roku zostaje przez dowództwo organizacji skierowana do pracy w starostwie.

Pracowała w Wydziale Mleczarskim , który obejmował całą produkcję żywności.Przekazywała meldunki, prasę konspiracyjną. Zmieniała listy kontyngentowe. Dostarczała  organizacji dużo kennkart z oryginalnymi podpisami.  Doręczała rozkazy.Uprzedzała o kontrolach.

Było to bardzo cenne ponieważ , mleczarnie utrzymywały kontakty z podziemiem , a wiadomość o kontroli,dawała możliwość odpowiedniego dopracowania dokumentacji i wywiezienia obciążających dowodów.

Dostarczała z narażeniem życia żywność aresztowanym w więzieniu przy sądzie. Odbijała ulotki konspiracyjne.

 

Baśka nigdy nie zdradziła swojej rodzinie czym zajmuje się w czasie wolnym od pracy, gdzie znikała na całe popołudnia lub gdzie wyjeżdżała. - Na wycieczkę idę – mówiła –albo - do koleżanki, a matka powtarzała  — Uważaj na siebie, uważaj. Wszyscy, którzy ją znali, wspominają, że była bardzo odważna. Zawsze podkreślała , że jest Polką. Interweniowała u przełożonych Niemców w sprawach rolników polskich i to ze skutkiem pozytywnym. Przyjaciele ostrzegali, że za bardzo się naraża, prosili - żeby wyjechała na jakiś czas , żeby zeszła Niemcom z oczu. Baśka jednak uważała że jest potrzebna tu i teraz.

 
 

Aresztowali ją 26 w piątek , w ostatni piątek maja 1944 roku. Do pokoju w starostwie gdzie pracowała weszło dwóch gestapowców i zaczęło sprawdzać dokumenty pracowników. Baśka jeszcze nie przeczuwała najgorszego. Jednego z nich znała. Był to Schmidt – mieszkaniec Jarosławia , którego znała od dzieciństwa. Nie przeczuwała , że to właśnie on Ją aresztuje. Więc gdy usłyszała - „Sie kommen mit..."- wiedziała już, że stało się najgorsze. W tym dniu zostało aresztowanych więcej osób z jej organizacji. Okazało się, że ktoś zdradził. Zdrajcę odnaleziono , a podziemny sąd  wydał na niego wyrok śmierci, który wykonano. Baśce jednak nie mogło to pomóc. Przewieziono Ją do gestapo przy ulicy Słowackiego. Różnymi sposobami próbowano wymusić na Niej zeznania – bezskutecznie. Baśka milczała. Nocami, siedząc w piwnicy więzienia, na obrazku , który został przy Niej  podczas aresztowania, wykuwała napis „ Kocham Cię mamo”. Dostarczyła go z więzienia volksdeutschka, która siedziała z Baśką w jednej celi.  

 

Dla rodziny był to znak, że Baśka żyje.

 

Torturowana i bita – nie poddała się.

Nie zdradziła żadnego nazwiska, żadnego adresu.

Dla hitlerowców był to policzek. 

Delikatna polska dziewczyna okazała się silniejsza od nich.

 

9 czerwca 1944 roku , w trzeci piątek po aresztowaniu, Baśkę w grupie innych więźniów  wyprowadzono z piwnicy przed budynek .  Było ciepłe słoneczne czerwcowe popołudnie. Po drugiej stronie jezdni , naprzeciw gestapo mieściła się niewielka cukiernia. Ludzie zza szyby wypatrywali co dzieje się na ulicy. Baśka odwróciła głowę. Niecałe 200 metrów dalej był jej dom.

Patrzyła z daleka, być może widziała okna swojego mieszkania...

Po chwili gestapowiec pchnął ją w kierunku ciężarówki. Wdrapała się na pakę i usiadła tyłem do kabiny. Wypatrywała w tłumie przechodniów znajomych twarzy. I znalazła! Ulicą przechodziła Jej przyjaciółka Zbyszka. Pomachała jej ręką , za co została uderzona przez gestapowca siedzącego obok na pace samochodu. Próbowała się uśmiechnąć, ale nie udało się. Zbyszka z przerażeniem wpatrywała się w Baśkę , jakby chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Żegnały się wzrokiem tak długo, aż samochód zniknął za zakrętem,  kierując się w stronę stacji PKP.

Zbyszka odetchnęła z ulgą. -Pewnie będzie wywieziona do obozu lub na roboty -pomyślała. Poczuła ulgę, że nie stanie się to najgorsze, że jej przyjaciółka wróci po wojnie do domu. Baśka siedząc w milczeniu,  obserwowała trasę ciężarówki.

 

Może jeszcze łudziła się, że wiozą ich do kopania okopów, bo front był już niedaleko.....

 

Gdy samochód minął stację PKP - już wiedziała, dokąd zmierzają. Znała tę drogę,  bo wiele razy - jeszcze przed wojną - przemierzała ją z przyjaciółmi podczas pieszych wycieczek. Patrząc na uciekające drzewa i domy, żegnała się ze swoim miastem.

Była osobą bardzo religijną, więc pewnie w myślach modliła się prosząc Boga o siłę i odwagę.

 

O czym myślała , gdy wyskakiwała z samochodu w kidałowickim lesie?

Czy wspominała ogniska, przy których w tym lesie śpiewała harcerskie piosenki ?

 

Zbliżał się wieczór, przez drzewa przebijały promienie zachodzącego słońca , gdzieś z oddali dobiegał skrzyp studni ,słychać było ryczenie pędzonych do domu zwierząt. Dookoła toczyło się codzienne życie.

 

A Baśka stała i czekała......

 

Co czuła gdy podszedł do niej gestapowiec z odbezpieczoną bronią ? 

Czy była przerażona czy spokojna?

 

Razem z Baśką zginęło  w tym dniu dwóch nieznanych mężczyzn w wieku 28 i 30 lat, nieznana dziewczyna oraz Maria Zimnicka – nauczycielka. Baśka została rozstrzelana jako pierwsza.

 

Grób Baśki znalazła w lipcu jej siostra Zofia. 27 lipca 1944 roku w mieście nie było już hitlerowców. Jarosław został wyzwolony.  

 
Baśka przy jednym z palców ręki nie miała paznokcia.
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )